czwartek, 21 marca 2013

Rozdział I

 



  Doskonale pamiętam dzień, w którym wszyscy się spotkaliśmy, 1 października 2007 roku. Szczególnie nasza dwójka, dwie kompletnie różniące się od siebie osobowości, które skazane były na współpracę ze sobą. Nowi trainee CUBE ent.
- Mam współpracować z tym niezrównoważonym dzieciakiem?
- Co jest z nim nie tak?
- Prezesie Hong, czy CEO sobie ze mnie żartuje? Jedyne, co robi to się wygłupia i nie traktuje spraw na poważnie.
- Widzieliście się dopiero jakieś 5 min.
- Prezesie Hong!
- Junhyung! To dobry dzieciak. Uważam, że zbyt surowo go oceniasz, siebie też powinieneś traktować z dystansem.
Wstał i poklepał mnie po ramieniu, patrząc wzrokiem jakby oczekiwał, że przytaknę jego uwagom. Zacisnąłem zęby i wyszedłem z biura dyrektora Hong Seung Sunga. Ktoś musiał nad wszystkim panować, czułem że powinien przynajmniej ja zatroszczyć się o grupę. Wszedłem do practic room. Wszyscy wyglądali jakby zdążyli się już zaprzyjaźnić. Oparłem się nonszalancko o drzwi i obserwowałem ich z daleka, każdego po kolei, jestem perfekcjonistą, chciałem dostrzec każdy szczegół.
- DooJoon, Yoon DooJoon. Z tego, co mi wiadomo będę liderem zespołu, miałem należeć do 2PM w JYP, ale nie wyszło...Zostałem przeniesiony do siostrzanej wytwórni, dlatego tu jestem. - Nie powiedział tego z entuzjazmem, wyczułem, że jest tu za karę, jakby nie miał innego wyboru. - Chciałbym się także zająć aktorstwem. - Dodał szybko. - To było moim głównym celem. Zaproponowano mi nawet rolę w High Kick Through the Roof, ale odrzuciłem propozycję, aby zająć się muzyką, proszę doceńcie to. - Uśmiechnął się dosyć przyjemnie. Wyglądał na ugodowego człowieka.
- Ja... - Nadal nie zapomniałem jego zimnego wzroku, który wędrował po wszystkich. Patrzył się na nas z wyższością, przynajmniej miałem takie wrażenie. Później się okazało, że taki po prostu jest, mimo wszystko to dobry przyjaciel. - JANG HYUNSEUNG, znany także jako So-1. - Wprost wykrzyczał swoje imię. Wszyscy go znali, miał zadebiutować w BIG BANG i był bardzo blisko wygranej, występował nawet z nimi w Big Bang Documentary, to dlatego patrzył na nas z góry. - Tańczę i śpiewam jak dobrze wiecie.
Zatkałem usta ręką, aby nie było widać rozbawienia na mojej twarzy. z takimi ludźmi ciężko się pracuje. Mimo starań, wydaje się, że mnie nakrył, gdyz podbródkiem wskazał mnie, opierającego się o drzwi. Wyprostowałem się, poprawiłem koszulkę i podszedłem do nich.
- Ja? Junhyung, ale moje prawdziwie imię to Jae Soon, nie pytajcie ...Powinniście mnie znac jako Poppin’ Dragon. Przesądzonym z góry jest, że zostanę głównym raperem. Po to tu jestem, aby się spełniać w rapowaniu i komponowaniu, proszę o wasze wsparcie.
- Teraz ja! - Spiorunowałem wzrokiem małego drania, którego wszędzie było pełno. Dziwiłem się, że dopiero teraz się wychylił. Przez ten cały czas siedział ciągle coś majstrując. - Mogę? - Zapytał nie pewnie, widząc jak na niego spojrzałem. - Nazywam się Yoseob, Yang. - Odchrząkną.. - Moi rodzice mają restaurację, a ja śpiewałem po barach. Muzyka to całe moje życie. Byłem w JYP jak DooJoon hyung, a potem przeniosłem się do M Boat Entertainment, teraz jestem w CUBE Family. Proszę, traktujcie mnie jak członka rodziny.
- Nasz Yoseob jest taki kochany! - Jeden z chłopaków, którego nie miałem okazji jeszcze dokładniej poznać, pogłaskał go po głowie, czochrając mu włosy, ten wydawał się to lubić. - Lee Ki Kwang, znamy się jeszcze z liceum, to ja nalegałem, aby do nas dołączył. - W tym momencie chciałem go za to udusić, to przez niego ja teraz cierpię borykając się z dzieciakiem.
- Wy...znaliście się już wcześniej? - Lider wydawał się na bardzo zaciekawionego.
- Tak, hyung i ja przyjaźniliśmy się przed debiutem, w JYP także byliśmy razem. Wtedy zadebiutowałem jako AJ, ale solowa kariera nie szła mi za dobrze. Wydaje mi się, że pozycja, którą dostanę do główny tancerz, ale śpiewać tez umiem.
- AA, więc to tak ...
- CHWILA! - Krzyknąłem tak zaskoczony, że wszyscy spojrzeli na mnie jak na wariata. - Hyung? Ten dzieciak jest straszy od ciebie?! Yoseob-ssi, to ty nie jesteś maknae?
Ten tylko zdążył pokręcić głową, iż w tym samym czasie do sali wszedł wysoki chłopak, dobrze zbudowany i przystojny, w prawdzie to nawet nie wyglądał jak rodowity Koreańczyk.
- Wonniee ! To DongWoon dongsaeng! - Kikwang energicznie wstał, pociągnął go za rękę i przyprowadził do nas. - On także trenował z nami w JYP. Jest maknae.
- On? Żartujesz sobie? Ile masz lat? - Zapytał kpiąco Hyunseung.
- Witajcie, jestem Son DongWoon, mam 16 lat. - Ukłonił się nie śmiał i tak samo uśmiechnął.
- Cóż, z wyglądu nie wygląda na takiego, ale w środku to jeszcze kochane dziecko. - Zdążyłem zauważyć, że Kikwang jest bardzo opiekuńczy i bliski dla swoich przyjaciół, tak samo jak Yoseoba, jego też pogłaskał po głowie, ciągle się śmiejąc i uśmiechając.
- Jest ktoś o kim jeszcze nie wiemy? - Zapytał opryskliwie pod nosem ten 'najprzyjemniejszy'.
- Hyunseung-ah! - DooJoon uderzył go w ramię.
- Przepraszam, spóźniłem się.
- To nic, zacznijmy próbę. - Odezwałem się w dość dobrym humorze. Nagle zacząłem czuć, że ta grupa może stworzyć coś wspaniałego.
 
***
Położyłem białe kwiaty na marmurowym nagrobku. Wpatrywałem się w wygrawerowane nazwisko umarłego, krople deszczu artystycznie spływały po konturach, zapewne wyczuły, że leży tam ciało artysty. Upadłem na kolana i histerycznie płacząc, oprałem czoło o morką i zimną płytę marmurową. Ja, z pozoru zimny, arogancki, ale tak naprawdę dbający o bliskich Joker płakałem jak małe dziecko.
- Przepraszam, to moja wina...to wszystko moja wina....To ja powinienem być na twoim miejscu...
- Nie obwiniaj się...- Nagle usłyszałem głos i poczułem rękę na ramieniu. - Odwróciłem się i ujrzałem przyjaciela z zespołu.
- Ale to ja powinienem być...
Poczułem jak brakuje powietrza w moich płucach. Chłopak złapał mnie za białą koszulę i podciągnął do góry, a potem silnie uderzył pięścią w twarz. Upadłem mocno za trawę zmieszaną z błotem. Całą sytuację dramatyzował deszcz, który zwykł lubić spadać w takich smutnych momentach i przyśpieszać wraz z akcją. Złapałem się za szyję i napawałem powietrzem. Kaszlnąłem kilka razy, byłem naprawdę zszokowany.
- Wszystko, co potrafisz to przychodzić tutaj codziennie i obwiniać się za całą sytuację. - Przyjaciel ściągnął marynarkę i podwiną rękawy koszuli oraz rozpiął guzik przy szyi. Wiedziałem jak się to skończy.
- DRANIU! ŁAJDAKU!
Nachylił się nade mną i zadał kolejny cios pięścią w twarz. Po kilku razach mu oddałem znacznie mocniej, aby mieć szansę na złapanie oddechu. Przeciwnik przetarł kciukiem usta i zobaczywszy na nich krew już nie dawał mi forów.
- Zabiję cię cwelu! Chcesz tam leżeć, mam ci pomóc! I tak w niczym nie pomagasz, nie tylko ty czujesz się źle z powodu tego, co się stało!
Czułem, że odlatuję, powili tracę świadomość. Poddałem się, bo to wszystko, co mówił było prawdą, w niczym nie pomagałem, potrafiłem tylko się użalać.
-Dobrze, nie zasługuję. aby żyć. - Zamknąłem oczy i czekałem na kolejny cios, ale nie czułem żadnego bólu. Umarłem? Otworzyłem powoli oczy i zobaczyłem Hyunseunga siedzącego obok mnie, który oderwał kawałek materiału swojej koszuli i opatrzył zakrwawioną dłoń.
- To nie twoja wina, nie obwiniaj się.
Podnosiłem delikatnie głowę z ziemi. Uśmiechnąłeś się żałości i znów się kładąc, przykryłem dłonią oczy. Z końcem walki przestał padać deszcz. Naprawdę zacząłem się zastanawiać, czy sprawia mu radość spotykanie się z ludźmi w tych najokropniejszych momentach.
- Tęcza...

OPIS

   Jest to historia, w której przeplatana jest fikcja z rzeczywistością. Gatunek jest różnorodny, iż pojawią się tu prawie wszystkie zaczynając na komedii, kończąc na dramacie, dlatego każdy znajdzie coś dla siebie. Głównymi postaciami opowiadania są B2ST/BEAST
   Junhyung obwinia się za śmierć bliskiej osoby, będzie przywoływał wydarzenia od czasu bycia trainee w CUBE ent., do wypadku. Między czasie będą ukazane wydarzenia i styl życia chłopaków po incydencie.
   Opis nie jest najdoskonalszy i zbyt zachęcający, iż historia jest ciężka do przekazania i porusza poważny temat (nie oznacza to jednak, że będą same smuty).