Rozdział I

Doskonale
pamiętam dzień, w którym wszyscy się spotkaliśmy, 1 października 2007 roku. Szczególnie nasza
dwójka, dwie kompletnie różniące się od siebie osobowości, które skazane
były na współpracę ze sobą. Nowi trainee CUBE ent.
- Mam współpracować z tym niezrównoważonym dzieciakiem?
- Co jest z nim nie tak?
- Prezesie Hong, czy CEO sobie ze mnie żartuje? Jedyne, co robi to się wygłupia i nie traktuje spraw na poważnie.
- Widzieliście się dopiero jakieś 5 min.
- Prezesie Hong!
- Junhyung! To dobry dzieciak. Uważam, że zbyt surowo go oceniasz, siebie też powinieneś traktować z dystansem.
Wstał i poklepał mnie po ramieniu, patrząc wzrokiem jakby oczekiwał, że
przytaknę jego uwagom. Zacisnąłem zęby i wyszedłem z biura dyrektora
Hong Seung Sunga. Ktoś musiał nad wszystkim panować, czułem że powinien
przynajmniej ja zatroszczyć się o grupę. Wszedłem do practic room.
Wszyscy wyglądali jakby zdążyli się już zaprzyjaźnić. Oparłem się
nonszalancko o drzwi i obserwowałem ich z daleka, każdego po kolei,
jestem perfekcjonistą, chciałem dostrzec każdy szczegół.
- DooJoon,
Yoon DooJoon. Z tego, co mi wiadomo będę liderem zespołu, miałem
należeć do 2PM w JYP, ale nie wyszło...Zostałem przeniesiony do
siostrzanej wytwórni, dlatego tu jestem. - Nie powiedział tego z
entuzjazmem, wyczułem, że jest tu za karę, jakby nie miał innego wyboru.
- Chciałbym się także zająć aktorstwem. - Dodał szybko. - To było moim
głównym celem. Zaproponowano mi nawet rolę w High Kick Through the Roof,
ale odrzuciłem propozycję, aby zająć się muzyką, proszę doceńcie to. -
Uśmiechnął się dosyć przyjemnie. Wyglądał na ugodowego człowieka.
-
Ja... - Nadal nie zapomniałem jego zimnego wzroku, który wędrował po
wszystkich. Patrzył się na nas z wyższością, przynajmniej miałem takie
wrażenie. Później się okazało, że taki po prostu jest, mimo wszystko to
dobry przyjaciel. - JANG HYUNSEUNG, znany także jako So-1. - Wprost
wykrzyczał swoje imię. Wszyscy go znali, miał zadebiutować w BIG BANG i
był bardzo blisko wygranej, występował nawet z nimi w Big Bang
Documentary, to dlatego patrzył na nas z góry. - Tańczę i śpiewam jak
dobrze wiecie.
Zatkałem usta ręką, aby nie było widać rozbawienia
na mojej twarzy. z takimi ludźmi ciężko się pracuje. Mimo starań, wydaje
się, że mnie nakrył, gdyz podbródkiem wskazał mnie, opierającego się o
drzwi. Wyprostowałem się, poprawiłem koszulkę i podszedłem do nich.
- Ja? Junhyung, ale moje prawdziwie imię to Jae Soon, nie pytajcie
...Powinniście mnie znac jako Poppin’ Dragon. Przesądzonym z góry jest,
że zostanę głównym raperem. Po to tu jestem, aby się spełniać w
rapowaniu i komponowaniu, proszę o wasze wsparcie.
- Teraz ja! -
Spiorunowałem wzrokiem małego drania, którego wszędzie było pełno.
Dziwiłem się, że dopiero teraz się wychylił. Przez ten cały czas
siedział ciągle coś majstrując. - Mogę? - Zapytał nie pewnie, widząc jak
na niego spojrzałem. - Nazywam się Yoseob, Yang. - Odchrząkną.. - Moi rodzice mają restaurację,
a ja śpiewałem po barach. Muzyka to całe moje życie. Byłem w JYP jak
DooJoon hyung, a potem przeniosłem się do M Boat Entertainment, teraz
jestem w CUBE Family. Proszę, traktujcie mnie jak członka rodziny.
-
Nasz Yoseob jest taki kochany! - Jeden z chłopaków, którego nie miałem
okazji jeszcze dokładniej poznać, pogłaskał go po głowie, czochrając mu
włosy, ten wydawał się to lubić. - Lee Ki Kwang, znamy się jeszcze z
liceum, to ja nalegałem, aby do nas dołączył. - W tym momencie chciałem
go za to udusić, to przez niego ja teraz cierpię borykając się z
dzieciakiem.
- Wy...znaliście się już wcześniej? - Lider wydawał się na bardzo zaciekawionego.
- Tak, hyung i ja przyjaźniliśmy się przed debiutem, w JYP także
byliśmy razem. Wtedy zadebiutowałem jako AJ, ale solowa kariera nie szła
mi za dobrze. Wydaje mi się, że pozycja, którą dostanę do główny
tancerz, ale śpiewać tez umiem.
- AA, więc to tak ...
- CHWILA!
- Krzyknąłem tak zaskoczony, że wszyscy spojrzeli na mnie jak na
wariata. - Hyung? Ten dzieciak jest straszy od ciebie?! Yoseob-ssi, to
ty nie jesteś maknae?
Ten tylko zdążył pokręcić głową, iż w tym
samym czasie do sali wszedł wysoki chłopak, dobrze zbudowany i
przystojny, w prawdzie to nawet nie wyglądał jak rodowity Koreańczyk.
- Wonniee ! To DongWoon dongsaeng! - Kikwang energicznie wstał,
pociągnął go za rękę i przyprowadził do nas. - On także trenował z nami w
JYP. Jest maknae.
- On? Żartujesz sobie? Ile masz lat? - Zapytał kpiąco Hyunseung.
- Witajcie, jestem Son DongWoon, mam 16 lat. - Ukłonił się nie śmiał i tak samo uśmiechnął.
- Cóż, z wyglądu nie wygląda na takiego, ale w środku to jeszcze
kochane dziecko. - Zdążyłem zauważyć, że Kikwang jest bardzo opiekuńczy i
bliski dla swoich przyjaciół, tak samo jak Yoseoba, jego też pogłaskał
po głowie, ciągle się śmiejąc i uśmiechając.
- Jest ktoś o kim jeszcze nie wiemy? - Zapytał opryskliwie pod nosem ten 'najprzyjemniejszy'.
- Hyunseung-ah! - DooJoon uderzył go w ramię.
- Przepraszam, spóźniłem się.
- To nic, zacznijmy próbę. - Odezwałem się w dość dobrym humorze. Nagle
zacząłem czuć, że ta grupa może stworzyć coś wspaniałego.
***
Położyłem białe kwiaty na marmurowym nagrobku. Wpatrywałem się w
wygrawerowane nazwisko umarłego, krople deszczu artystycznie spływały po
konturach, zapewne wyczuły, że leży tam ciało artysty. Upadłem na
kolana i histerycznie płacząc, oprałem czoło o morką i zimną płytę
marmurową. Ja, z pozoru zimny, arogancki, ale tak naprawdę dbający o
bliskich Joker płakałem jak małe dziecko.
- Przepraszam, to moja wina...to wszystko moja wina....To ja powinienem być na twoim miejscu...
- Nie obwiniaj się...- Nagle usłyszałem głos i poczułem rękę na ramieniu. - Odwróciłem się i ujrzałem przyjaciela z zespołu.
- Ale to ja powinienem być...
Poczułem jak brakuje powietrza w moich płucach. Chłopak złapał mnie za
białą koszulę i podciągnął do góry, a potem silnie uderzył pięścią w
twarz. Upadłem mocno za trawę zmieszaną z błotem. Całą sytuację
dramatyzował deszcz, który zwykł lubić spadać w takich smutnych
momentach i przyśpieszać wraz z akcją. Złapałem się za szyję i napawałem
powietrzem. Kaszlnąłem kilka razy, byłem naprawdę zszokowany.
-
Wszystko, co potrafisz to przychodzić tutaj codziennie i obwiniać się za
całą sytuację. - Przyjaciel ściągnął marynarkę i podwiną rękawy koszuli
oraz rozpiął guzik przy szyi. Wiedziałem jak się to skończy.
- DRANIU! ŁAJDAKU!
Nachylił się nade mną i zadał kolejny cios pięścią w twarz. Po kilku
razach mu oddałem znacznie mocniej, aby mieć szansę na złapanie oddechu.
Przeciwnik przetarł kciukiem usta i zobaczywszy na nich krew już nie
dawał mi forów.
- Zabiję cię cwelu! Chcesz tam leżeć, mam ci pomóc! I
tak w niczym nie pomagasz, nie tylko ty czujesz się źle z powodu tego,
co się stało!
Czułem, że odlatuję, powili tracę świadomość.
Poddałem się, bo to wszystko, co mówił było prawdą, w niczym nie
pomagałem, potrafiłem tylko się użalać.
-Dobrze, nie zasługuję. aby
żyć. - Zamknąłem oczy i czekałem na kolejny cios, ale nie czułem żadnego
bólu. Umarłem? Otworzyłem powoli oczy i zobaczyłem Hyunseunga
siedzącego obok mnie, który oderwał kawałek materiału swojej koszuli i
opatrzył zakrwawioną dłoń.
- To nie twoja wina, nie obwiniaj się.
Podnosiłem delikatnie głowę z ziemi. Uśmiechnąłeś się żałości i znów
się kładąc, przykryłem dłonią oczy. Z końcem walki przestał padać
deszcz. Naprawdę zacząłem się zastanawiać, czy sprawia mu radość
spotykanie się z ludźmi w tych najokropniejszych momentach.
- Tęcza...

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz